simple site maker


Laureaci 2018

Łódzkiej Nagrody im. Juliana Tuwima

Decyzją Kapituły, której w 2019 roku przewodniczył Maciej Świerkocki, Łódzka Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima w wysokości 50 tys złotych ufundowanych przez Miasto Łódź została przyznana Małgorzacie Szejnert

Laudacja Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima


„Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima nawiązuje do przedwojennej tradycji honorowania przez miasto Łódź wybitnych twórców współczesnej kultury polskiej. Wyróżnienie to przyznawane jest - jak stanowi regulamin - za twórczość literacką o wysokich walorach artystycznych. Bez wątpienia nagrodzimy dziś osobę wybitną, której twórczość literacka wyróżnia się najwyższymi walorami, nie tylko artystycznymi. Nagroda imienia Juliana Tuwima wreszcie - by raz jeszcze odwołać się do zbioru zasad określających jej istnienie i prawidłowe funkcjonowanie - wręczana jest za dzieło lub kilka dzieł, które - między innymi – „podwyższają poziom świadomości wspólnoty społecznej demokratycznego państwa, przyczyniając się do zrozumienia źródeł i różnic światopoglądowych”. Kwestie te w dzisiejszych czasach wydają się członkom jury szczególnie ważne i godne podkreślenia. Nagradzana twórczość ma oferować „wgląd w problemy rzeczywistości społecznej i kulturowej na poziomie jednostek, społeczeństw i narodów”. Wszystkie te wymagania spełniają książki naszej tegorocznej laureatki. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że regulamin Łódzkiej Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima pisany był - jakimś cudownym zrządzeniem losu - z myślą właśnie o niej i to już wówczas, gdy ani ona, ani członkowie jury nie zdawali sobie jeszcze sprawy, że dzień taki jak ten nastąpi. Dzień, w którym - po raz ostatni sięgnę do regulaminu - nagradzamy w Łodzi autorkę, której dzieła „charakteryzują się ambicją diagnozowania i zmieniania rzeczywistości, wrażliwością społeczną i humanistyczną”. Była od zawsze blisko ludzi. Najbliżej jak tylko się da. W czasach PRL-owskich szarości, na chwilę tylko zmąconych widmem kolorowego świata w początkach gierkowskiej dekady, podróżowała po Polsce i opisywała ludzi próbujących odnaleźć się w świecie pozbawionym najważniejszych zasad. W czasach końca komunizmu w polskim wydaniu, gdy na symbolicznych grobach na warszawskim Powązkach i w prasie niezwiązanej z reżimem zostawiała ogłoszenia kierowane do rodzin wojennych bohaterów pomordowanych w więzieniu na Mokotowie z prośbą o kontakt. W dobie transformacji również była blisko ludzi. Tych, których uczyła zawodu, stając się autorytetem, najważniejszym nauczycielem, przewodniczką. I tych, których jej uczniowie opisywali. Była ciekawa człowieka, tego, co dla niego najważniejsze, co wpływa na jego wybory. Nie była natomiast ciekawa fałszywie wzbogacających tekst fajerwerków, błyskotek i śladów autorskiego „ja”. Uznawana powszechnie za wzór zawodowy i moralny, ceniąca słowo i jego brzmienie, walcząca z nadmiarem przymiotników i metafor, dała polskiej literaturze całe pokolenie autorów zdolnych, odważnych, ciekawych świata. Jedna z jej uczennic wspomina po latach: „Była dla nas jak matka. Surowa, ale kochająca. Gdy wracaliśmy z delegacji, przyjmowała nas w swoim gabineciku i słuchała bardzo uważnie. W wielkim skupieniu. Umieraliśmy ze strachu, zadawała pytania-sztylety, z których jasno wynikało, że jednak coś nam nie wyszło, że czegoś zaniedbaliśmy. A potem, od czasu do czasu, wyjmowała z szafki w biurku flaszeczkę trunku - nalewki, wina, czasem bimbru od kolegi powracającego z dalekich wschodów - i częstowała nim znużonego reportera”. Od ludzi nie odwróciła się także wtedy, gdy świetnie przygotowane do zawodu grono swoich podopiecznych wypuściła w świat. Wróciła do pisania, do spotkań z historią - wielką i małą, odległą i bardzo nam bliską. To jej zawdzięczamy ocalenie pejzaży Giszowca i Nikiszowca, to ona - na długo przed wielkimi współczesnymi falami migracji - opisała świat dawnych uciekinierów, którzy z Europy i nie tylko, za chlebem i jaśniejszą przyszłością, próbowali dostać się do Stanów Zjednoczonych. Gdyby nie nasza tegoroczna laureatka, zapewne niewiele wiedzielibyśmy dziś o skomplikowanych losach jednej z afrykańskich wysp czy o tym, dlaczego Ryszard Kapuściński tak bardzo tęsknił za swoim przedwojennym Pińskiem. I wreszcie - gdyby nie wzięła się pewnego dnia za porządkowanie rodzinnych dokumentów - nie poznalibyśmy zaskakujących emigracyjnych losów polskich elit podczas II wojny światowej, mechanizmów walki o władzę i politycznej zemsty, którym dziś - w niezwykle zbliżonym wydaniu - przyglądamy się w zasadzie codziennie. Czyniła to z potrzeby serca, z wiarą, że można dotrzeć do prawdy, nigdy z potrzeby zemsty czy jakichkolwiek politycznych rozrachunków. Nawet wówczas gdy sięgała po zapiski sprzed lat, gdy przyglądała się dokumentom w archiwach, podziwiała architekturę Zanzibaru i przemierzała poleskie grzęzawiska, nie straciła bystrego oka i reporterskiego słuchu. O tym drugim niech opowie sama, zgodnie z tym, co napisała niegdyś we wstępie do książki reporterki, Ireny Morawskiej: „No więc co to jest ten słuch reporterski? Ja wyobrażam to sobie w ten sposób - jest to zdolność do wyjścia z własnej skóry, do utożsamienia się z rozmówcami i do wtopienia w ich sytuację. Zdolność do tego, by przy tym utożsamieniu zachować instynkt samozachowawczy - nie dać się nikomu oszukać. A na koniec - zdolność wrócenia do siebie i przekazania innym tego, co się poznało, kiedy się żyło tym innym życiem”. Starałem się, by ta laudacja była krótka, zwięzła i na temat. Bo mam w pamięci wspomnienia tych, których uczyła zawodu. Na przykład takie: „Mówiliśmy o niej czasem Królowa Zima. Bo zdarzało się, że gdy redagowała twój tekst, to łzy zamarzały ci na policzkach”. Ale też od razu pada zapewnienie: „Gdy cię choć troszkę pochwaliła, przez dwa dni unosiłeś się nad ziemią”. Szanowni Państwo, Łódzką Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima za rok 2019 jury przyznaje wielkiej damie polskiego reportażu, Małgorzacie Szejnert”.


Kontakt

Dom Literatury w Łodzi

ul. Roosevelta 17

tel.: 42 636 68 38
Email: kontakt@dom-literatury.pl