simple site maker


Laureaci 2018

Łódzkiej Nagrody im. Juliana Tuwima

Decyzją Kapituły, której w 2018 roku przewodniczył Maciej Świerkocki, Łódzka Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima w wysokości 50 tys złotych ufundowanych przez Miasto Łódź została przyznana Izabeli Morskiej (dawniej piszącej pod nazwiskiem Izabela Filipiak). Izabela Morska jest krytyczką literatury, wykładowczynią akademicką, eseistką oraz pisarką i poetką, autorką dwóch powieści „Absolutna amnezja” i „Almy”, a także zbiorów opowiadań, felietonów i dramatów. 

Zdecydowaliśmy w tym wyjątkowym, 2018, roku wyróżnić osobę, dla której nie ma literackich granic, która w sytuacji powszechnego zniewolenia nie waha się stawiać pytań kwestionujących tradycyjne świętości, co umożliwia wyjście poza krąg wiary i podporządkowania. Radykalna postawa nagradzanej dzisiaj autorki, której książki zarówno należą już do historii literatury współczesnej jako te przełomowe, jak i nadal stanowią wyzwanie dla kolejnych pokoleń czytelników i czytelniczek, budzi szacunek. Jej twórczość, tak niewygodna, niemiła nawet, uwierająca, nieznośnie wywołująca do myślenia i redefiniowania kondycji własnej i zbiorowej, do dziś (a może właśnie: dopiero teraz) jak mało która inna nadaje się do bieżących rozważań o możliwej wolności, już niekoniecznie tylko w ramach tekstu - umotywowało decyzję jury. 

W 2018 roku Łódzką Nagrodę Literacką przyznano po raz szósty (od jej reaktywacji w 2013 r.). Do wyróżnienia nominowano, poza Izabelą Morską (Filipiak): Jolantę Brach-Czainę, Konrada Górę, Urszulę Kozioł, Piotra Matywieckiego oraz Małgorzatę Szejnert.   

Głosowanie społeczne: 

W głosowaniu społecznym, w którym mogli wziąć udział wszyscy łodzianie, a które odbywało się w dniach 14 listopada- 3 grudnia laureatką publiczności została Małgorzata Szejnert. Nagroda dla laureatki wynosi: 1000 zł. 

Laudacja Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima


Absolutnie nie amnezja 
Nagroda Literacka imienia Juliana Tuwima od pięciu lat wskazuje na te osobowości, które znacząco wpłynęły na polski obieg literacki. Dotychczasowe decyzje składów jurorskich można określać jako podsumowujące całokształt działalności nagradzanych autorek i autorów specjalizujących się raczej w długich dystansach. W czasach szybkiego bitu, w czasach, w których rytm list przebojów uderza najmocniej, perspektywa wykraczająca poza sezon czy nawet rok daje szansę nie tylko na wytchnienie, ale i by nie poddać się zgiełkowi. Nie znaczy to wcale, że nagroda Tuwima jest nagrodą bezpieczną, wyhamowującą twórczy impet nagradzanych i ciekawość czytających, nagrodą rozmowę zamykającą. Bynajmniej – nagroda ta skłania do dalszej pracy rozumienia, uruchamiania nowych wymiarów wyzywającego doświadczenia lektury.  

W tym roku lista nominowanych jest więcej niż imponująca: Jolanta Brach-Czaina (filozofka, autorka, między innymi, „Szczelin istnienia”), Izabela Morska (dawniej: Filipiak, pisarka, poetka, eseistka, literaturoznawczyni, autorka, między innymi, „Absolutnej amnezji”), Konrad Góra (poeta, autor między innymi „Pokoju widzeń”), Urszula Kozioł (poetka, pisarka, autorka, między innymi, „Klangoru”), Ewa Kuryluk (malarka, historyczka sztuki, poetka, pisarka, autorka, między innymi, „Wieku 21” czy „Frascati”), Piotr Matywiecki (poeta, krytyk literaki, eseista, autor, między innymi, „Twarzy Tuwima”), Małgorzata Szejnert (dziennikarka i pisarka, autorka, między innymi, „Usypać góry. Historie Polesia”). Każde z tych nazwisk wiąże się z istotnymi czy kluczowymi zjawiskami dla współczesnej polskiej literatury: poezji, eseju, powieści, reportażu, biografii, rozpraw naukowych i form szczęśliwie wymykających się sztywnym podziałom. Każde z nich, autorów i autorek, mocno osadzone jest w tradycji literackiej, nie tyle jednak szuka w niej schronienia, ale czepiąc z niej siłę a to rozwija nurty, a to rzuca wyzwania, a to przełamuje zastane dykcje lub ustanawia nowe, a to projektuje rewolucje – tak potrzebne, upragnione, a jednak nie podejmowane powszechnie: z ospałości, wygodnictwa czy lęku przed grozą zmiany.    
Laureatkę głosowania społecznego znamy od wtorku: została nią Małgorzata Szejnert, nie bez przesady nazwana cesarzową polskiej szkoły reportażu (może trzeba by powiedzieć, że jest mistrzynią czy przewodniczką pokoleń dziennikarzy i dziennikarek). Jej współczesna działalność, czyli aktywność już nie na łamach prasy, ale w szerszym, książkowym wymiarze, to pisarstwo najwyższej próby, co oznacza rzetelność, uważność, szacunek dla bohaterów, bohaterek i opowieści oraz odporność na zwodnicze rozwiązania krótkiego dystansu, efekciarskiego skrótu. Szejnert buduje swojej wielkie książki trzymając się mocno gruntu, czyli faktów, nie zbacza na może nawet i urokliwe manowce, nie wytracając pisarskiej energii prowadzi przez opowieści o wydarzeniach i sprawach często niby dostępnych, niby widocznych, a jakoś przezroczystych, unikanych, niewygodnych czy wymagających weryfikacji. Właśnie ten gest, czyli gest „sprawdzam”, wydaje się dzisiaj, w czasach waty pędzonej na zatrutym cukrze, dominacji zmyśleń oraz zawiadowania zbiorowymi nastrojami, cenny i ważny.

Choć wyniki głosowania dokonanego przez czytelniczki i czytelników cieszą – zresztą w przypadku tak wybornej listy (to prawda, chwalimy samych siebie), jaką do głosowania przedstawiono, trudno byłoby lekko choćby kręcić nosem na jakikolwiek inny wynik, bo każda z na niej ujętych osób może być pewną zdobywczynią nagród najwyższych – to decyzja podjęta w gronie jurorskim jest inna. Już nie drogą popularności (tak autorki, jak i reportażu) poszliśmy, w której przecież nie ma nic złego, ale zwróciliśmy się w stronę niekoniecznie oczywistą czy opłacalną. Podejmując ostateczną decyzję zadawaliśmy sobie pytania o to, jaką funkcję Literacka Nagroda im. Juliana Tuwima ma spełniać: czy potwierdzać to, co już raczej znane i widoczne, czy reagować na zjawiska z ostatniej chwili, czy może ryzykować, co oznacza uruchomienie pamięci dłuższej niż sezonowa, która pozwala odzyskać przepuszczone zjawiska, książki, problemy i projekty artystyczne, w przypadku których pełna realizacja czy przepracowanie wymaga czasu. Postawiliśmy na długi dystans, rzuciliśmy wyzwanie sobie i Państwu.

Nagroda Literacka im. Juliana Tuwima przyznana zostanie w tym roku zarówno jako podsumowanie dorobku życia, jak i projekt na przyszłość. Mamy bowiem wśród nas (i na liście nominowanych) osobę, w której działalności pisarskiej, poetyckiej i naukowej twórczo zderza się przeszłość z przyszłością tocząc spór (a może nawet bój) o wysoką stawkę, jaką jest tu i teraz. Jej niezgoda na obowiązujący stan rzeczy nie zakończyła się wycofaniem, rezygnacją, podniesieniem rąk wobec oporu dominującego i ani myślącego o odpuszczeniu paradygmatu. Zdecydowaliśmy w tym wyjątkowym, 2018, roku wyróżnić osobę, dla której nie ma literackich granic, która w sytuacji powszechnego zniewolenia nie waha się stawiać pytań kwestionujących tradycyjne świętości, co umożliwia wyjście poza krąg wiary i podporządkowania. Radykalna postawa nagradzanej dzisiaj autorki, której książki zarówno należą już do historii literatury współczesnej jako te przełomowe, jak i nadal stanowią wyzwanie dla kolejnych pokoleń czytelników i czytelniczek, budzi szacunek. Jej twórczość, tak niewygodna, niemiła nawet, uwierająca, nieznośnie wywołująca do myślenia i redefiniowania kondycji własnej i zbiorowej, do dziś (a może właśnie: dopiero teraz) jak mało która inna nadaje się do bieżących rozważań o możliwej wolności, już niekoniecznie tylko w ramach tekstu. Nagradzana dzisiaj autorka wędrowała w przestrzeniach tradycji, pracowała nad formą najryzykowniej, nie spełniała niczyich oczekiwań, zostawiła nas w końcu na dobrych kilka lat – może dając nam czas na przemyślenie i doczytanie, a może i podjęcie rozpoczętej rewolucji: w języku, w strukturze, zestawie pojęć. Wygląda na to, że ta praca wciąż nie została dokonana, że wciąż czeka na podjęcie.

Przyznając tegoroczną Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima Izabeli Morskiej – znanej wcześniej jako Izabela Filipiak – pracę tę podejmujemy. Morska, jeszcze pod nazwiskiem „Filipiak”, opublikowała jedną z najradykalniejszych (a może i najradykalniejszą) książek w najnowszej polskiej literaturze. Mowa oczywiście o wyzywającej, prowokującej, „Absolutnej amnezji”, spełnieniu marzeń czytelników i czytelniczek tekstów przygotowujących się do postmodernistycznego przewrotu, studiujących z uwagą kolejne tomy „Transgresji” (którego to cyklu twórczynią była Maria Janion) i nie zasypiających gruszek w popiele po starym systemie zasad, wartości, praw i obowiązków. Nie tylko „transgresje”, ale i „transformacje” zajmowały naszą laureatkę, niedokończone czy przerwane procesy emancypacji, gwałtowny powrót konserwatyzmu wpędzającego w kierat jeszcze dotkliwszy kolejne pokolenia zdradzonych przez matki córek. W tym wyjątkowym, 2018 roku, w którym świętujemy nie tylko okrągłą, setną rocznicę odzyskania niepodległości, ale i setną rocznicę wywalczenia przez kobiety praw wyborczych, wracają pytania wywołane przez tamtą wywrotową powieść: pytania o pamięć i czyszczenie jej w imię wyższego, społecznego dobra ufundowanego na przemocy i podporządkowaniu. Szkoła i dom, szkoła i rodzina to przestrzenie tradycyjnie usankcjonowanej opresji. Dzieci mają zapomnieć, kim są, kim były, co im się przytrafiło, by z czasem nie podjęły na tej podstawie rewolucji, tylko weszły w tryby, poddały się procesom uspołecznienia bez dyskusji czy wahania. Projekt międzynarodówki dziecięcej i pomysł wysadzenia szkoły w powietrze to śmiała propozycja, ale czy taka znowu dziecinna? Jakie skutki by przyniosła? Czy rzeczywiście wolność i zmianę, czy tylko potwierdziłby, że przemoc i siła nie chcą się rozpleść, rozwieść, że tylko terror jest skuteczny? Czy to dowód na sukces czy jednak porażkę? Czy Marianna, główna bohaterka tej powieści o dojrzewaniu, może być twarzą walki o równość i siostrzeństwo, czy tylko wskazywać na samobójstwo jako rozwiązanie, a potem ewentualne odrodzenie z umierania? Polki ostatnio znów wyszły na ulice, protestują, wymuszają uwagę i uznanie, sięgają po język kwestionujący oczywistości, a odczuwany gniew używają jak najlepszy z ładunków rozsadzających zastarzałe formy. Mówią: „nie”, mówią we własnym imieniu już nie jako osamotnione samobójczynie, ale jako świadome kontynuatorki starań i osiągnięć swoich poprzedniczek. Właściwa praca na rzecz przyszłości nie opiera się na zapominaniu, wymazywaniu, ale podtrzymywaniu pracy pamięci, często trudnej i mało przyjemnej, to praca na długich dystansach.

Dla jasności: przyznajemy dzisiaj Izabeli Morskiej nagrodę nie za głośną (choć porzuconą, jak zbyt duże wyzwanie) sprzed ponad dwudziestu lat (choć, jak powiedzieliśmy wcześniej: za czym nie nadążyła literatura, do tego dobiegła ulica). Przyznajemy tę nagrodę za wszystkie książki, jakie Izabela Morska, a wcześniej Filipiak napisała, czyli: „Madame Intuita”, „Alma”, „Śmierć i spirala”, „Niebieska menażeria”, „Kultura obrażonych” oraz poświęcone Marii Komornickiej utwór sceniczny „Księga Em” i rozprawę: „Obszary odmienności: rzecz o Marii Komornickiej”. Czynimy to w nadziei, że już wkrótce dotrą do nas kolejne, zarówno te literackie, i naukowe. Kończący się właśnie rok przyniósł zwiastuny powrotu pisarki: w marcu opublikowała w miesięczniku „Znak” „Królową”, fragment przygotowywanego do druku „Dziennika z roku utrapień”, a jesienią udzieliła wywiadu poświęconego Marii Janion. Przyznajemy Izabeli Morskiej Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima ze względu na przełomowy charakter jej dorobku, ale i w poczuciu, że dokonujemy tego w przełomowym dla pisarki momencie, który wyznacza kierunek na przyszłość.  


Przemowa Izabeli Morskiej (Filipiak) po otrzymaniu nagrody 

Najpierw pragnę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania tego wydarzenia, którego jestem gościem.

Jest to dla mnie szczególnie ważny moment. Nagrodę imienia Juliana Tuwima traktuję jako votum zaufania. Obiecuję, że je wykorzystam.

Podobnie jak jurorzy i jurorki traktuję tę nagrodę jako skierowaną nie w przeszłość, lecz w przyszłość. Jako zaproszenie—jako rzetelne, niezaprzeczalne zaproszenie do powrotu.

Tuż przed przyjazdem do Łodzi, piątkową nocą, ostatkiem sił domykałam nową książkę. Dlatego lepiej będzie, jeśli przestanę mówić o sobie, a opowiem Państwu o Tuwimie.

*

Julian Tuwim był pacyfistą i ekologiem. Wojna była dla niego typem biznesu brudniejszego niż inne. Wojna to był dramat pozostawionych w opuszczonych apartamentach i domach psów. Bo ludzie sami zgotowali sobie swój los. Ale zwierzęta niczym na to ostatnie porzucenie nie zasłużyły.

Nie bał się krytykować elit. Nie bał się być katastrofistą.

W dzieciństwie doświadczył braku pieniędzy. Pensja ojca nie wystarczała na potrzeby rodziny. Z perspektywy tej biedy musiał konfrontować się z antysemityzmem, który był, paradoksalnie, wzniesiony na micie Żyda opływającego w dostatki.

Tuwimowi pomogło literackie środowisko. Ludzie, którzy go motywowali i na których mógł polegać. Ludzie, którzy pomagali mu zbudować kolejne sukcesy. Ludzie, dla których chciało mu się pisać.

*

Jako nastolatka zobaczyłam przestawienie „Balu w operze” w Teatrze Wybrzeże. Po raz pierwszy dane mi było oglądać na scenie coś tak niecenzuralnego. Zostałam nagle przeszyta jakąś nadzwyczajną wiedzą. Jak to jest pisać tak, jakby się myślało, że świat, taki, jaki jest, zasługuje tylko na to, żeby zginąć. A jednak trwać i opisywać taki właśnie świat.

Piotr Matywiecki w książce Twarz Tuwima wspomina, jak wydarzenia marcowe 1968 zmotywowały go do podjęcia się zadania biografizowania życia Tuwima:

W tamtym traumatycznym czasie, kiedy naprawdę nie było wiadomo, czym zakończy się wybuch państwowego antysemityzmu, Tuwim wydawał mi się widmem wędrującym przez zbiorową świadomość.

Widmem, które domaga się od tej świadomości, żeby była naprawdę świadoma, żeby przyjęła na siebie funkcję sumienia.

Ale nie takiego sumienia, które idzie i dostaje rozgrzeszenie. Tylko takiej świadomości, która daje się motywować kabalistycznej—a dziś już, po prostu, postępowej—zasadzie tikkun olam, nakazowi naprawiania pękniętego, rozbitego na kawałki świata.

Świat nie zasługuje na to, żeby go naprawiać. Ale jest to naszym obowiązkiem.

Dziękuję. 


Kontakt

Dom Literatury w Łodzi

ul. Roosevelta 17

tel.: 42 636 68 38
Email: kontakt@dom-literatury.pl